Ryszard GOKIELI

 

POLSKI UDZIAŁ W EKSPERYMENTACH UŻYWAJĄCYCH DETEKTORA SFM PRZY AKCELERATORZE ISR

 

16 października 1971 w CERNie rozpoczął działanie nowy akcelerator: ISR (Intersecting Storage Rings - Pierścienie Wiązek Przeciwbieżnych).  Była to nowość na skalę światową: po raz pierwszy obserwowano zderzenia protonów praktycznie w układzie środka masy. Układ akceleratora składał się z dwóch pierścieni, w które wstrzykiwano protony z CERN-owskiego synchrotronu o pędzie do 26 GeV/c. Wskutek tego, że zderzano wiązki przeciwbieżne, osiągana całkowita energia w układzie środka masy, czyli użyteczna energia zderzającego się układu, była o wiele wyższa, niż w innych istniejących wówczas akceleratorach: 40, 44 i 52 GeV. Najpotężniejsze dostępne wówczas akceleratory w CERN-ie i w Fermilabie dawały wiązki o pędzie rzędu 400 GeV/c, ponieważ jednak oddziaływania odbywały się na nieruchomej tarczy, więc dostępna energia w środku masy układu proton-proton wynosiła ok. 27 GeV.  ISR pozwalał więc na zrobienie następnego kroku w dostępnej energii oddziaływania, a jednocześnie dawał możliwość sprawdzenie wyników z otrzymywanymi w tradycyjnych akceleratorach, używając wiązek o pędzie poniżej maksymalnego.

 

W owym czasie w fizyce cząstek elementarnych zgromadzono ogromną ilość faktów doświadczalnych, brakowało jednak uporządkowania i głębszej teorii oddziaływań, zwłaszcza oddziaływań silnych. Triumfy święciła teoria trzech kwarków Gell-Manna, nie było jednak łatwo wyciągnąć wnioski dotyczące oddziaływań hadronów.  Wtedy pojawiła się właśnie hipoteza tzw. Podłużnej Przestrzeni Fazowej (Longitudinal Phase Space - LPS), sugerująca, że o dynamice oddziaływań dowiemy się najwięcej studiując składowe pędu produktów reakcji równoległe do osi padającej wiązki. Pędy poprzeczne wydawały się bowiem mało interesujące: dla wszystkich dostępnych wówczas energii były stosunkowo małe, dużo mniejsze niż dozwolone kinematycznie, o widmie spadającym eksponencjalnie. Widma te były praktycznie zawsze takie same, niezależnie od dostępnej energii, rodzaju badanej cząstki ani też cząstek zderzających się.

W tej sytuacji, gdy zaczynał działanie akcelerator dający prawie dwukrotne zwiększenie energii środka masy, kilku wybitnych fizyków owego czasu (by wymienić tylko G.Charpaka i J. Steinbergera, późniejszych zdobywców Nagrody Nobla z 1992 i 1988 roku) wpadło na pomysł, aby wybudować urządzenie, które będzie mogło po pierwsze służyć różnym grupom doświadczalnym (podobnie jak komora pęcherzykowa, w której każdy mógł wykonać swoje doświadczenie), po drugie zapewni zarejestrowanie wszystkich cząstek wtórnych w oddziaływaniu w pełnym kącie bryłowym, po trzecie umożliwi zmierzenie pędów tych cząstek wtórnych, i to tym lepiej, im większy byłby pęd podłużny danej cząstki. W ten sposób spodziewano się zdobyć informacje istotne dla zrozumienia dynamiki silnych oddziaływań.  Rejestrację cząstek i pomiary pędów zapewniłby układ wielu najnowszych wówczas detektorów: wielodrutowych komór proporcjonalnych (przypomnijmy - wymyślonych zaledwie kilka lat przedtem, w 1968 roku, przez G.Charpaka).  W sumie cały detektor miał zbierać sygnały z ponad 70 tysięcy drutów - niebotycznej liczbie w owych czasach! Komory byłyby rozmieszczone w silnym (rzędu 1 Tesli) polu magnetycznym, silnie niejednorodnym: słabym w okolicach punktu oddziaływania i rosnącym z odległością od niego wzdłuż biegu wiązek, dającym zatem pożądany dokładny pomiar pędów podłużnych cząstek.  Pole byłoby skierowane w przeciwnych kierunkach po obu stronach punktu oddziaływania, aby zapewnić kompensację jego wpływu na trajektorie wiązek pierwotnych w akceleratorze - stąd też nazwa całego detektora: Magnes o Rozdwojonym Polu (Split Field Magnet - SFM).

Już z tego pobieżnego opisu widać, jak skomplikowany był to aparat. Został on zatwierdzony i przystąpiono do jego budowy, w międzyczasie oczywiście przeprowadzając serię zgłoszonych wcześniej eksperymentów, przede wszystkim pomiarów całkowitego przekroju czynnego oraz reakcji inkluzywnych.

I tu wyniki tych pierwszych eksperymentów używających ISR przyniosły pewną niespodziankę, a właściwie nawet trzy niespodziewane zachowania. Przede wszystkim okazało się, że wbrew dotychczasowemu zachowaniu przy niższych energiach, systematycznie spadającemu, całkowity przekrój czynny na oddziaływania proton-proton zaczął rosnąć. Było to nieoczekiwane, nie tak jednak zaskakujące, jak inne zaobserwowane zjawisko: rozkłady pędów poprzecznych produktów oddziaływań, które zawsze dotychczas identycznie spadały wykładniczo z praktycznie taką samą szerokością połówkową, po osiągnięciu wartości rzędu kilku GeV/c nagle zaczęły spadać dużo wolniej! To naprawdę była wielka niespodzianka: przy tak wielkich energiach z jakiegoś powodu pojawiło się nagle znacznie więcej cząstek o bardzo dużych pędach poprzecznych, niż się tego spodziewano. Zjawisko to bardzo przypominało słynne doświadczenie Rutherforda z 1906 roku, które stwierdziło istnienie jądra atomu. Nasuwała się interpretacja, że w zderzeniach protonów od czasu do czasu zdarza się „twarde” oddziaływanie składników protonu, które mogą rozpraszać się pod dużym kątem, przy większości oddziaływań „miękkich”, przechodzących przez siebie na wylot z niewielkim tylko ugięciem. Było bardzo kuszące interpretować te składniki protonu jako kwarki Gell-Mana, ale żeby mieć pewność, że można tak zrobić, trzeba było jeszcze wielu badań! Na rozpraszanie wewnętrznych składników protonu wskazywała również trzecia niespodziewana cecha zderzeń pp: wprost z oddziaływania były produkowane nie tylko hadrony, ale również leptony, cząstki nie uczestniczące normalnie w oddziaływaniach silnych. W dodatku stosunek liczby leptonów do pionów był niezależny od pędu poprzecznego aż do najwyższych mierzonych jego wartości, co tym bardziej wskazywało na podobne pochodzenie obu zjawisk.

Większość zatem prac w fizyce wysokich energii, zarówno doświadczalnych jak i teoretycznych, poszła właśnie w kierunku dokładnego zbadania i wyjaśnienia zjawiska dużych pędów poprzecznych. Oczywiście eksperymenty przy ISR były w uprzywilejowanej pozycji ze względu na najwyższą na świecie energię oddziaływań.  Pozycję te miały im odebrać dopiero w 1981 roku eksperymenty przy CERN-owskim akceleratorze SPS, przerobionym na zderzacz protonów i antyprotonów, o energii w środku masy rzędu kilkuset (540-630) GeV.

Detektor SFM rozpoczął prace w 1974 roku. Zgodnie z pierwotnym założeniem było to urządzenie ogólnego przeznaczenia: wiele różnych grup zrobiło na nim swoje doświadczenia. Grupy te często przychodziły z jakimś własnym dodatkowym wyposażeniem; zwykle były to urządzenia identyfikujące cząstki w pewnym fragmencie przestrzeni, np. kalorymetry lub liczniki Czerenkowa.  CERN zapewnił grupę wsparcia technicznego głównej części detektora: kilku fizyków było zobowiązanych dbać o prawidłowe działanie komór, układu wyzwalania detektora i zbierania danych oraz zajmowało się oprogramowaniem rekonstrukcji i symulacji przypadków w komorach. Wielu członków tej grupy było również bardzo zainteresowanych analizą fizyczną i stworzyło jądro współpracy, która w następnych latach przeprowadziła wiele różnorodnych eksperymentów używając SFM. 

W skład tej współpracy, poza wspomnianymi członkami grupy opiekującej się detektorem, wchodzili w owym czasie fizycy z CERN-u, College de France w Paryżu, Heidelbergu i Karlsruhe. Od pierwszych liter ośrodków była ona znana pod nazwa CCHK. Badana była zarówno ogólna struktura przypadków zderzeń pp, jak też w szczególności te przypadki, w których wyprodukowana została do przodu bardzo szybka cząstka - posiadająca zatem stosunkowo duży pęd poprzeczny.

Tak się złożyło, że we wczesnych stadiach działania detektora SFM do tej właśnie grupy dołączyło kilku fizyków z Polski, przyjeżdżających do CERN-u na pobyty trwające około roku.  Byli to: M. Szeptycka (w 1972), R.  Gokieli (1974) i R. Sosnowski (1975) z Warszawy oraz S. Krzywdziński (1974) z Krakowa.  Wyrazem docenienia polskiego wkładu w eksperyment SFM było zaproponowanie w 1976 r. warszawskiej grupie fizyki wysokich energii oficjalnego dołączenia do przyszłych, planowanych badań. Okazją do tego stały się z jednej strony zmiany w składzie grupy (niektórzy z kolegów przechodzili do innych laboratoriów), a z drugiej postanowienie ulepszenia detektora w świetle zdobytego w ciągu dwóch lat pracy doświadczenia. Tak rozpoczął się wieloletni bardzo owocny udział fizyków z Warszawy w doświadczeniach przy SFM.

 

Fot. 1. Detektor SFM

 

Zmiany detektora, które zaproponowano jeszcze w 1975 roku, obejmowały: zwiększenie liczby komór i zapewnienie większej hermetyczności detektora, wprowadzenie systemu pomiaru czasu przelotu celem identyfikacji cząstek oraz użycie bardziej wytrzymałego materiału do rury próżniowej w okolicy punktu zderzenia celem zmniejszenia ilości materii, którą muszą przebywać cząstki wtórne. Zaproponowano również zmiany w systemie wyzwalającym detektor.

Były to ogólne zmiany detektora. Dodatkowo większość członków współpracy CCHK, która teraz stała się współpracą ACCDHW (Annecy - CERN - College de France - Dortmund - Heidelberg - Warszawa) zaproponowała użycie liczników Czerenkowa oraz kalorymetru argonowego. Celem eksperymentu było badanie rzadkich przypadków - takich, w których została wyprodukowana cząstka o dużym pędzie poprzecznym, bądź hadron pod stosunkowo małym kątem (gdzie komory SFM potrafiły najlepiej określić pęd jeszcze na poziomie systemu wyzwalania), bądź elektron pod kątem 90 stopni (do identyfikacji którego był potrzebny właśnie licznik Czerenkowa). 

Nowy detektor i nowy eksperyment okazały się bardzo udane. Opublikowane wyniki z pewnością przyczyniły się do rozwoju teorii silnych oddziaływań. Warto być może przypomnieć, że był to właśnie okres, w którym powstawała chromodynamika kwantowa (QCD) i wyniki z doświadczeń przy ISR oraz z Fermilabu miało kapitalne znaczenie. W okresie 1977-1978 ukazało się wiele prac autorstwa Feynmana, Fielda oraz Foxa (żeby przykładowo wymienić najpełniejszą z nich w Phys. Rev. D18 (1978) 3320), które można uznać za początki QCD. Z drugiej strony prace te pozwalały eksperymentatorom lepiej ukierunkować analizę. Ów okres charakteryzuje się zresztą wyjątkowo dobrą współpracą fizyków doświadczalnych z teoretykami. Oprócz centralnie organizowanych spotkań, na których jedni i drudzy prezentowali swoje prace, często jeszcze będące w toku, było również bardzo dużo kontaktów nieformalnych - niemal prywatnych. Do naszej grupy w CERN-ie często zaglądał np. M. Jacob, późniejszy koordynator fizyki teoretycznej w CERN-ie: my opowiadaliśmy wstępne wyniki naszych analiz, on zastanawiał się, co by to mogło znaczyć i co w związku z tym warto byłoby jeszcze z jednej strony policzyć, z drugiej sprawdzić doświadczalnie.

Jednym z pierwszych ustaleń eksperymentów zajmujących się produkcją cząstek o dużym pędzie poprzecznym było stwierdzenie ponad wszelka wątpliwość, że cząstka taka nie jest samotna, lecz towarzyszą jej inne, o podobnych kierunkach. Podobnie było po stronie przeciwnej: pęd poprzeczny był równoważony nie przez cząstki o dowolnym pędzie i kierunku, lecz również przez grupę cząstek o zbliżonych kierunkach. Narodziło się pojęcie dżetu cząstek, obecnie przyjmowane jako coś oczywistego. Była to bardzo silna sugestia, iż rozpraszane „partony” są najprawdopodobniej kwarkami, które nie mogą istnieć samodzielnie, zatem „ubierają się” w rzeczywiste cząstki. Aby rzeczywiście się o tym przekonać, cechy dżetów i ogólne cechy przypadków musiały być badane bardzo starannie. Duże zadowolenie przyniosło zaobserwowanie dżetów również w doświadczeniach przy akceleratorach PETRA i PEP, zderzających elektrony z pozytonami - i cechy dżetów okazywały się być niezależne od rodzaju zderzających się cząstek! 

Warto tu wspomnieć, że w międzyczasie olbrzymi postęp dokonał się również w technice akceleratorowej. ISR stał się pierwszym na świecie akceleratorem, gdzie do sterowania wiązką zastosowano magnesy nadprzewodzące. Było to w listopadzie 1980 i pozwoliło znacznie podnieść świetlność akceleratora, co było przecież tak ważne w badaniu owych najbardziej interesujących zdarzeń, które zachodziły bardzo rzadko. Natężenie prądu wiązek przekraczało 50 A! W grudniu tego roku udało się przyśpieszyć wiązki zderzających się protonów, co dało w wyniku nowy ówczesny rekord energii w środku masy: 63 GeV. Wkrótce też do akceleratora wprowadzono inne cząstki poza protonami: najpierw antyprotony (wykorzystując ich kumulację do doświadczeń w zderzaczu SpS), później zaś jądra najlżejszych pierwiastków: deuteru i helu. Aż do swojego zamknięcia w 1984 roku akcelerator działał naprawdę bardzo dobrze wielokrotnie przekraczając planowane założenia techniczne i bijąc ówczesne rekordy świetlności oraz niezawodności.

Na początku lat 80. również skład naszej grupy przeszedł kolejne drobne przeobrażenie: część kolegów przeszła do eksperymentu UA1, pojawili się zaś nowi współpracownicy z USA i Włoch. Ostatecznie współpraca przybrała nazwę ABCCDHW (Ames - Bologna - CERN - College de France - Dortmund - Heidelberg - Warszawa).  Do doświadczeń z jądrami połączyliśmy się z grupą fizyków z CERN-u, Lund i LBL, tworząc współpracę ABCCDHLLW. W grupach tych z ramienia CERN-u pracowało zresztą kilku kolegów z Warszawy.

Wiązki antyprotonów oraz lekkich jąder nie miały dostatecznie dużej świetlności, aby bardziej dogłębnie zbadać rzadkie zdarzenia, skupiono się więc na ogólnych charakterystykach „zwykłych” przypadków: rozkłady krotności, widma inkluzywne. Jednak głównym źródłem zainteresowania pozostawały zderzenia proton-proton, w których produkowały się cząstki o dużym pędzie poprzecznym. Rejestrowaliśmy zderzenia, w których cząstka taka była produkowana jak poprzednio pod stosunkowo małym kątem, ale zwiększona świetlność pozwoliła nam również obserwować cząstki o dużym pędzie poprzecznym pod kątem 45 stopni. W obu tych przypadkach możliwa była identyfikacja cząstki trygerującej przez licznik Czerenkowa. 

Ponieważ w owym czasie w ogóle niewiele było wiadomo o dynamice oddziaływań silnych, więc niemal wszystko, co udało się dobrze zmierzyć, było interesujące. Jednak nawet z dzisiejszej perspektywy wyniki serii doświadczeń przeprowadzonych przez nasza grupa w SFM wyglądają naprawdę bardzo imponująco. Oto nasze główne ustalenia:

·        Stwierdzenie istnienia pędu poprzecznego partonów w protonie, i to całkiem sporego, rzędu 500 MeV/c.  Warto tu może przypomnieć jak bardzo było to wówczas zaskakujące: w oryginalnej pracy Drella-Yana autorzy twierdza, że powstająca w wyniku rozpraszania partonów para leptonów musi mieć zerowy pęd poprzeczny!

·        Stwierdzenia korelacji miedzy ładunkiem a dziwnością oraz liczbą barionową cząstki, czyli potwierdzenie hipotezy, że cząstki o dużym pędzie poprzecznym są wynikiem rozpraszania kwarków.

·        Stwierdzenia rozpraszania gluonów w protonie; zbadanie właściwości dżetów kwarkowych i gluonowych.

·        Zaobserwowanie rozpraszania di-kwarków. 

·        Zbadanie produkcji rezonansów jako cząstek wiodących w dżetach i wyznaczenie stosunku mezonów tensorowych, wektorowych i skalarnych we fragmentacji kwarków. 

·        Zbadanie korelacji długozasięgowych miedzy dżetem kwarkowym i gluonowym. 

·        Zbadanie korelacji długozasięgowych miedzy dżetem trygerującym a spektatorem. 

·        Zaobserwowanie produkcji hadronów powabnych w kilka miesięcy po stwierdzeniu istnienia kwarku powabnego. W jakiś czas później inna grupa, również używająca SFMu, zaobserwowała produkcje barionu powabnego.

 

Wyniki te wzbudziły ogromne uznanie społeczności fizyków wysokich energii. Jego dowodem może być fakt zapraszania członków naszej grupy do wygłoszenia referatów przeglądowych na temat produkcji cząstek o dużym pędzie poprzecznym na najbardziej prestiżowych konferencjach międzynarodowych: R.Sosnowski był zaproszony na konferencje ICHEP („rochesterską”) w 1976 roku w Tbilisi i w 1978 roku w Tokio oraz w 1983 roku na konferencje EPS-HEP w Brighton; H.G.Fischer na konferencje EPS-HEP w 1981 roku w Lizbonie. Nie sposób zliczyć prezentacji na sesjach równoległych i na pomniejszych (niekiedy zresztą również całkiem prestiżowych) konferencjach. 

Przez wiele lat nie było innej grupy, która mogłaby rejestrować kompletne przypadki przy najwyższych dostępnych energiach. Dopiero w końcu lat 70-ych uruchomiono drugi tego typu detektor przy ISR: Magnes o Aksjalnym Polu (Axial Field Magnet - AFM). Doświadczenia robiła tam tylko jedna grupa, składająca się głównie z fizyków z laboratoriów brytyjskich i skandynawskich. Grupa ta również uzyskała wiele ciekawych wyników i w ogólności bardzo dobrze się stało, że tak ważne badania mogły być wzajemnie sprawdzane. Ale od tego czasu właściwie wszystkie doświadczenia chcą rejestrować cały przypadek towarzyszący cząstce trygerującej. Do czasu SFM w eksperymentach elektronicznych, zwłaszcza badających oddziaływania hadronów, tego nie stosowano. Jest to swoisty hołd złożony twórcom i użytkownikom SFM.

Warto może jeszcze wspomnieć o tym, że w 1980 roku w naszej grupie podjęto pierwszą na świecie próbę włączenia w system trygera mini-procesora (emulatora), na którym dokonywałaby się pełna standardowa rekonstrukcja toru cząstki trygerujacej, dokładnie taka, jak w standardowym programie off-line. Poprawiłoby to znacznie wydajność układu wyzwalającego.  Projekt został wdrożony, ale niestety przy ówczesnej szybkości procesorów wprowadzony został do trygera zbyt duży czas martwy i zyski nie równoważyły strat. 

Akcelerator ISR został ostatecznie zamknięty w roku 1984, z powodów czysto finansowych. Absolutnie wszystkim uczestnikom eksperymentów, większych i mniejszych, było trudno pogodzić się z ta decyzją. W SFM mieliśmy opracowany program dalszych doświadczeń, z bardzo ciekawymi a unikalnymi problemami fizycznymi do wyjaśnienia. Niestety, nie dało się już tego przeprowadzić. 

Przez wszystkie lata istnienia współpracy polscy uczestnicy byli bardzo wysoko cenionymi partnerami. Co prawda wkład techniczny Warszawy był bardzo niewielki: dla eksperymentu z wiązkami lekkich jąder wykonano w Warszawie pod kierunkiem R.Walczaka kilka dodatkowych komór drutowych. W żargonie uczestników współpracy były one nazywane „komory warszawskie”... Ponadto R. Gokieli uczestniczył we wspomnianej wyżej próbie włączenia wyspecjalizowanego mini-procesora do trygera, robił to jednak z ramienia CERNu. Jednak główny wkład grupy warszawskiej do tej długiej serii eksperymentów to uczestnictwo w analizie, w dużym stopniu prowadzonej również w Warszawie. Sprowadziliśmy tu większość danych, a dzięki zakupionemu w latach 70-ych komputerowi firmy CDC nie było problemu z przeprowadzaniem analizy (np. wspomniana wyżej analiza produkcji cząstki powabnej była przeprowadzona w Warszawie). Wymiernym owocem współpracy były 2 habilitacje (K. Doroba, M.Szczekowski) oraz 1 praca magisterska. Wiele bardzo ciekawych i oryginalnych kierunków badań zostało zasugerowanych i przeprowadzonych przez uczestników z Warszawy. Bardzo wiele czasu spędzili warszawscy uczestnicy współpracy za granicą: szacując pobieżnie było to ok. 100 osobo-miesięcy w CERNie i 24 w Dortmundzie. W sumie w różnych eksperymentach i na różnych etapach współpracy brały udział następujące osoby z Warszawy: K. Doroba, R. Gokieli, R. Sosnowski, M. Szczekowski, M. Szeptycka, R. Szwed i R. Walczak.

Na zakończenie kilka wspomnień natury bardziej anegdotycznej. Całkowita liczba uczestników współpracy była stosunkowo duża na owe czasy - zbliżająca się do 30 osób. Nie było w tym nic dziwnego, gdyż detektor był skomplikowany i potrzeba było sporo osób do utrzymania go w ruchu - a również i analiza była całkiem skomplikowana.  Jednak w latach 70-ych, w czasach CCHK i ACCDHW, bardzo staraliśmy się, aby liczba autorów poszczególnych publikacji nie przekraczała 25. W owym czasie było to uznawane przez wielu za „granicę przyzwoitości”. Wprowadzono zatem skomplikowany system rotacji niektórych nazwisk, aby utrzymać się poniżej tej granicy. Dopiero lata 80-te i eksperymenty UA1 i UA2, liczące ok. 150 osób, radykalnie zmieniły sytuacje i eksperymenty 30-osobowe nie musiały się już wstydzić swojej liczebności... 

Na zakończenie trzeba wreszcie wspomnieć, że przez ponad 10 lat istnienia współpracy, przy wielkim zróżnicowaniu wieku, narodowości, zainteresowań i obowiązków poszczególnych uczestników, panowała w grupie zawsze niesłychanie przyjemna atmosfera. Wszyscy byli ze sobą autentycznie bardzo zaprzyjaźnieni - i ten stan przetrwał do dzisiaj. Staramy się śledzić swoje losy i cieszymy się z przypadkowych spotkań. Niestety, ostatnio główną okazją do zorganizowanych spotkań są odejścia na emeryturę poszczególnych naszych kolegów - ale na takie okazje wielu z nas przyjeżdża specjalnie, niekiedy z bardzo daleka! 

Czasami słyszy się głosy, że ISR trudno uznać za sukces, gdyż nie dokonano w nim żadnego wielkiego odkrycia.  Rzeczywiście, w czasie działania ISR, w Fermilabie, SLAC-u i w samym CERN-ie zaobserwowano  nowe kwarki i bozony pośredniczące - za każde z nich, najzupełniej słusznie, bardzo szybko przyznawano nagrodę Nobla. Jednak odkrycie i bardzo staranne zbadanie zjawiska dużych pędów poprzecznych, a przez to stworzenie solidnych podstaw do sformułowania chromodynamiki kwantowej, może chyba zrównać się znaczeniem z tamtymi, rzeczywiście nadzwyczaj ważnymi, odkryciami. Doświadczenia przy ISR naprawdę w olbrzymim stopniu wzbogaciły naszą wiedzę.  Nasuwa się tu pewna analogia z akceleratorem LEP, w którym również nie dokonano jakiegoś jednego spektakularnego odkrycia (a z powodu budowy którego musiano zamknąć ISR...). Ale liczba dokonanych precyzyjnych pomiarów z cala pewnością będzie procentować przez długie jeszcze lata, stając się podstawa akceptacji bądź odrzucenia wielu modeli, hipotez i teorii. Mnogość i solidność uzyskanych wyników jest chyba dobrą wizytówką każdego akceleratora, jak też fizyków z niego korzystających. Nawet jeśli nikt z nich indywidualnie nie zasłużył na nagrodę Nobla...